poniedziałek, 11 stycznia 2010
Koniec.
Znów kończy się dzień. Kolejna porażka naszczeście nie związana z jedzeniem. Dała mi ona siłe do nie jedzenia. Chcę być chuda i nie będe się za dużo użalać ale. Wezme się do pracy. Dziś nie zjadłam nic. Kocham głód. Bo kocham chudość. I mam nadzieje że jedzenie tego nie zmieni. Jesli kochasz jedzenie to kochasz tłuszcz, który otacza twój brzuch i uda. To jest obrzybliwe, jak idzie dziewczyna i ze spodni wylewa jej się tłuszcz. Już samo słowo "dziewczyna" kojarzy sie z delikatnością, lekkością, króchością i czymś niezwykłym. A nie z tłuszczem!!! Ale jesli chcecie żreć to prosze bardzo. Wpierdalajcie i co roano stawajcie przed lustrem. Poczujecie ból. Odcieły byście najchętniej ten tłuszcz. A wiecie co mnie naj inspiruje? Te żałosne notki typu "Anoreksja to powarzna choroba i nie można jej lekceważyć". Oni naprawde nic nie rozumieją. Musze to ukrywać tak długo jak mogę. Jeszcze ta moja popizgana siostrzyczka. Jest starsza przeszkadza jej moja figura i moje życie. Stale kytykuje i zadaje jakieś idiotyczne pytania. A ja chcę być sama. Tylko ja i Ana. Koniec z dawnym życiem. To co było to nie ważne. To co się kończy daje początek perfekcji.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz